Dywan jako medium sztuki współczesnej – artyści, którzy tworzą z włókien

Dywan jako medium sztuki współczesnej – artyści, którzy tworzą z włókien

Zawsze wydawało mi się, że dywan to coś domowego. Ciepły, miękki punkt pod stopami. Miejsce, gdzie siadasz z herbatą, z dzieckiem, z książką. Ale w pewnym momencie coś się zmieniło. Zobaczyłem dywan, który nie leżał – tylko zwisał ze ściany jak poruszona tkanina snu. Później – taki, który „rozpływał się” na podłodze niczym cyfrowa iluzja. A potem kolejny – czarno-czerwony kokon utkany z tysięcy nici, w którym można było stanąć, poczuć się jak w środku czegoś żywego.

I wtedy zrozumiałem. Dywan to już nie tylko przedmiot użytkowy. To medium. Czasem krzyk. Czasem medytacja. Czasem – manifest.

Współcześni artyści sięgają po tkaninę nie z powodu jej dekoracyjności, ale dlatego, że włókna potrafią opowiadać historie inaczej niż farba czy kamień. Są delikatne i silne zarazem. Znaczą ciało, tożsamość, czas. W ich powtarzalności tkwi rytuał, ale też bunt – przeciwko przemysłowości, zimnej abstrakcji, wykluczeniu tego, co „kobiece” czy „codzienne” z kanonu sztuki. Ten artykuł to opowieść o tym, jak dywan trafił do galerii, jak włókno stało się językiem współczesnych artystów, i o ludziach, którzy z nici tworzą światło, głos, pamięć.

Skąd się to wzięło – czyli o powrocie tkaniny do galerii

Przez wieki tkanina była obecna w sztuce, ale rzadko uznawano ją za „pełnoprawne” medium artystyczne. Zawsze gdzieś w cieniu: jako tło, jako użytkowy detal, jako element dekoracyjny. Zresztą samo słowo „tkactwo” pachniało domem, tradycją, kobiecą pracą, która – jak większość rzeczy kobiecych – przez długi czas nie miała prawa głosu w świecie sztuki zdominowanym przez mężczyzn i ich „wielkie narracje”.

Ale w XX wieku coś pękło. W latach 60. i 70., razem z ruchem feministycznym, zaczęto zadawać pytania: czy naprawdę tkanina jest mniej wartościowa niż marmur? Czy haft nie jest tak samo ekspresyjny jak pędzel? Czy domowe rękodzieło nie może być sztuką – i to sztuką rewolucyjną?

Tak narodził się nurt zwany fiber art – sztuka włókna, która celowo sięgała po „miękkie”, organiczne, tekstylne formy, by mówić o rzeczach trudnych: o przemocy, pamięci, ciele, kobiecości, relacjach. Artyści i artystki zaczęli wieszać tkaniny na ścianach, rozciągać je w przestrzeni, zamieniać w rzeźby, instalacje, całe środowiska, w które można było wejść.

Przeczytaj również   Dywan w małym pokoju jako element powiększający wnętrze

Jedną z prekursorek tej zmiany była Magdalena Abakanowicz, która porzuciła tradycyjne gobeliny na rzecz potężnych, swobodnie zawieszonych form przestrzennych. Jej „abakany” wyglądały jak wielkie, organiczne ciała – poruszające się, pulsujące. Nie były tylko do oglądania – były do odczuwania. A to był dopiero początek.

Od tamtego czasu tkanina odzyskała swoje miejsce w sztuce – i nie jako gość, ale jako pełnoprawny język. Tak powstało pokolenie artystów, dla których dywan, nić, włókno stały się czymś więcej niż materiałem – stały się głosem.

Współcześni artyści, którzy tworzą z włókien

Jeśli miałbym wskazać twórcę, od którego wszystko zaczęło się dla mnie na nowo, byłby to Faig Ahmed. Artysta z Azerbejdżanu, który – dosłownie – rozpuszcza tradycyjne orientalne dywany. Wyobraź sobie klasyczny perski wzór, a potem… glitch, jak z zepsutego ekranu. Część wzoru ścieka, rozmazuje się, ucieka z ram. Ahmed traktuje dywan jak cyfrowe płótno, a zarazem duchowe pole – mówi, że jego prace to dialog między pamięcią a teraźniejszością, między porządkiem a chaosem. To nie tylko estetyczne eksperymenty – to komentarz o współczesnym świecie, w którym tradycja kruszy się pod naporem zmiany.

Z kolei Magdalena Abakanowicz, o której wspominałem wcześniej, to postać pomnikowa – dosłownie i metaforycznie. Jej tkaniny to już nie tylko „coś na ścianę”. To całe istoty, obecności. Przestrzenne formy, przypominające pancerze, skóry, kokony. Abakanowicz traktowała włókno jak ciało zbiorowej pamięci, materiał emocji i historii, których nie sposób wypowiedzieć w inny sposób. Dziś jej dzieła znajdują się w najważniejszych muzeach świata – i wciąż poruszają, bo nie są ładne – są prawdziwe.

Jest też Chiharu Shiota, japońska artystka, która wypełnia całe galerie czerwonymi, czarnymi lub białymi nićmi. Jej instalacje to emocjonalne sieci – misternie utkane labirynty wspomnień, tożsamości i przemijania. Często wplata w nie obiekty – łóżka, buty, krzesła – jakby każda nić była śladem czyjegoś życia, zawiązanym i już niemożliwym do rozplątania. Wchodząc do jej świata, człowiek czuje się jak we wnętrzu własnej głowy – utkanej z myśli, lęków i nadziei.

Przeczytaj również   Philippe Starck: Mistrz Innowacyjnego Designu

A jeśli potrzebujesz zderzenia sztuki i zmysłów – poznaj Ernesto Neto z Brazylii. Jego dzieła to rozciągnięte struktury z tkaniny przypominające ciała, jaskinie, świątynie. Można do nich wejść, dotknąć, czasem nawet… poczuć zapach. Neto traktuje włókno jako rozszerzenie ciała, a jego instalacje to przestrzenie doświadczenia – miękkie, zmysłowe, bliskie.

Co łączy tych wszystkich artystów? Odważne myślenie o tkaninie. Każdy z nich pokazuje, że włókno to nie tylko materiał, ale język. Że można z nici opowiadać historie – nawet te najtrudniejsze. I że dywan to już nie tylko coś, po czym się chodzi – ale coś, w czym można się zatrzymać, zanurzyć, odnaleźć.

Dywan jako manifest, dywan jako terapia

Współczesna sztuka włókna nie tylko zachwyca formą – często krzyczy, milczy, leczy, pamięta. Artyści i artystki, którzy sięgają po nić, nie robią tego przypadkiem. Bo tkanie to proces powolny, medytacyjny. Każdy węzeł wymaga skupienia, każda nić to ślad – fizyczny i emocjonalny. I właśnie dlatego coraz częściej włókno pojawia się tam, gdzie mówi się o rzeczach trudnych. Współczesne dywany i instalacje tekstylne opowiadają o przemocy, migracji, kobiecej historii, żałobie, odzyskiwaniu głosu. W wielu krajach prowadzi się warsztaty z kobietami uchodźczyniami, które tkanie traktują nie tylko jako naukę rzemiosła, ale też sposób przepracowania traumy. Z odzyskanych materiałów, porzuconych ubrań, starych zasłon powstają wspólne kobierce – i każdy ich fragment to fragment czyjegoś życia.

W podobny sposób działa wiele feministycznych i queerowych kolektywów, które odzyskują techniki rękodzielnicze – nie po to, by wracać do tradycji, ale by przepisać ją na nowo. Dywan staje się tu przestrzenią dialogu: pomiędzy przeszłością a przyszłością, między tym, co społeczne i osobiste. Każda nitka to pytanie: kim jestem? Skąd pochodzę? Jakim głosem mogę dziś mówić? Nie bez powodu mówi się dziś o „tekstylnej rewolucji” – o tym, że sztuka włókna wraca z nową siłą, jako język ciała, wspólnoty, emocji i polityki. W świecie coraz bardziej cyfrowym i odrealnionym, ręcznie tkany dywan – z jego nieregularnością, miękkością, cielesnością – daje coś, czego brakuje: prawdę dotyku, rytmu, skupienia. To, co niedoskonałe, staje się piękne. To, co codzienne – święte.

Przeczytaj również   Nowoczesna sypialnia 2025 – przestrzeń, w której odpoczniesz

Zakończenie – dywan, który mówi więcej niż obraz

Kiedy patrzymy na współczesne dywany stworzone przez artystów, już nie pytamy: „Czy to jeszcze dywan?” Pytamy raczej: „Co on mi chce powiedzieć?” Bo to już nie tylko przedmiot, na którym stoisz. To przestrzeń, w którą wchodzisz. Pole znaczeń, emocji, czasem wspomnień, czasem złości. Czasem… nadziei. W sztuce współczesnej dywan przestał być milczący. Zaczął mówić – o ciele, o kobiecości, o migracji, o duchowości, o tym wszystkim, co przez wieki było pomijane, uznawane za zbyt intymne, zbyt „domowe”, zbyt małe, by zajmować miejsce w galerii. A przecież to właśnie tam dziś chcemy szukać prawdy – nie w pomnikach, lecz w miękkich strukturach, które bardziej przypominają człowieka niż marmur.

Dlatego współczesna sztuka włókna tak porusza. Bo jest prawdziwa. Bo nie udaje. Bo pokazuje, że sztuka nie musi być monumentalna, by być wielka. Czasem wystarczy nić. Wystarczy dłonie, które ją przeciągną. I wystarczy ktoś, kto spojrzy na ten ślad z uważnością. W tym wszystkim dywan odzyskuje swoją dawną, pierwotną rolę: staje się opowieścią. Nie pisaną alfabetem, ale utkanym rytmem, fakturą, gestem. A skoro tak, to może każdy z nas też coś tka – własne życie, własne przeżycia, własną obecność. Może wystarczy się zatrzymać. Spojrzeć pod nogi. I posłuchać, co dywan ma do powiedzenia.

Opublikuj komentarz